Powrót do strony głównej

Poprzedni miesiąc MAJ 2011

LIPIEC 2011

Najnowsze wpisy u góry


Aktualizacja: 30 czerwca 2011 r.

„ZOOM" POD CHMURKĄ

W minioną niedzielę Dni Janowa Lubelskiego po raz pierwszy odbywały się pod marką „Zoom Natury". Wprowadzenie tej nazwy do święta miasta zapowiada rychłe pojawienie się jednego z najciekawszych w kraju produktów turystycznych.

Tysiące janowian i ich gości, mimo zmiennej i chłodnawej wieczorową porą pogody, wytrwało w Parku Misztalec od wczesnego popołudnia (kiedy imprezę rozpoczęły konkursy, wędkarski i wchodzenia „po linie na skrzynie", oraz występy janowskich przedszkolaków) po nocny pokaz sztucznych ogni po koncercie gwiazdy wieczoru, grupy T. LOVE. Zaprezentowały się też zespoły artystyczne i soliści Janowskiego Ośrodka Kultury, grupy i pary taneczne. Rozegrano emocjonujące Mistrzostwa Świata w Jedzeniu Ruskich Pierogów. Rywalizacja pięciu panów i jednej niewiasty zakończyła się zdecydowanym triumfem pana Lucjana z Janowa Lubelskiego, który ze smakiem spałaszował 50 pierogów, wyprzedzając 1 „ruskiego", zdobywcę drugiego miejsca. Po takim ekscytującym widowisku luźniejszą atmosferę był w stanie wprowadzić jedynie znakomity parodysta Waldemar Ochnio.

W czasie „Zoomu Natury" odbyła się również tradycyjna ceremonia wręczenia „Antków Roku", wyróżnień przyznawanych za szczególne osiągnięcia w działalności na rzecz janowskiej społeczności. A prezes spółki „Zoom Natury", Beata Staszewska, przez cały czas trwania imprezy z anielską cierpliwością i uśmiechem opowiadała wszystkim zainteresowanym o tym, jak za kilkanaście miesięcy będzie wyglądać otoczenie janowskiego zalewu, wokół którego od wczesnej wiosny trwają intensywne prace.

(r)

Tygodnik Nadwiślański, nr 26 (1572)


Dodano: 30 czerwca 2011 r.

do góry


 

„ANTKI" POSZŁY W ŚWIAT

W Janowie Lubelskim rozstrzygnięto doroczny plebiscyt „Antki Roku".

Symboliczną statuetkę oraz sam tytuł wywiedziono kilkanaście lat temu najprawdopodobniej od znanej ze szkolnej lektury, nowelki Bolesława Prusa, której tytułowy bohater, „ciekawy świata, obserwował nieznany, drugi brzeg rzeki, po czym poszedł w świat. Bo jemu w rodzinnej wsi stało się za ciasno". Tak to pamięta Antoni Florczak, janowski społecznik, pomysłodawca tej inicjatywy.

„Dla tych, którzy nie odchodzą, dla których Janów Lubelski jest tym drugim brzegiem, jest to zaszczytne wyróżnienie" - deklarują organizatorzy plebiscytu, którego kapituła corocznie, na wniosek mieszkańców miasta, przyznaje to wyróżnienie w kilku kategoriach najwybitniejszym spośród nich. Wyjątkiem jest kategoria „Promotor Miasta", w której honorowane mogą być także osoby nie będące obywatelami miasta. - W tym roku postanowiliśmy, że kapituła przyzna mniej niż zwykle wyróżnień - mówi jej przewodnicząca Bożena Czajkowska, sekretarz gminy w Janowie Lubelskim. - Chcemy w ten sposób zaakcentować, iż ilość przechodzi w jakość, dzięki czemu to wyróżnienie staje się w pewnym sensie bardziej prestiżowe.

W ostatnią niedzielę czerwca w Parku Misztalec, podczas „Dni Janowa", ogłoszono wyniki plebiscytu na „Antki Roku". W kategorii „Człowiek Roku" otrzymała go Małgorzata Jasińska, znana i niestrudzona działaczka społeczna, a zawodowo - kierownik referatu planowania i realizacji inwestycji w janowskim UM, osoba, bez której Janów Lubelski na pewno nie rozwijałby się tak szybko i efektownie. To na niej spoczywa przygotowywanie i rozliczanie wniosków, dzięki którym miasto obficie czerpie z różnych unijnych programów pomocowych. „Sponsorem Roku" zostało Przedsiębiorstwo Robót Drogowo-Mostowych, które w ubiegłym roku wsparło promocję gminy kwotą 20 tys. złotych. Tytuły w kategorii „Wolontariusz Roku" otrzymały Maria Hula oraz Bożena Czapla. Pierwsza z pań aktywnie działa na rzecz osób starszych i niepełnosprawnych, głównie w klubie „Relax" oraz współpracując z Caritasem, druga jest inicjatorką i animatorką Szkolnego Klubu Wolontariusza przy LO, który od 2002 roku prowadzi nieocenioną działalność na rzecz dzieci oraz osób niepełnosprawnych, zarówno poprzez codzienną pracę, jak i organizację licznych akcji społecznych. Statuetki i tytuły „Talent Roku" otrzymali Cezary Osieł, najlepszy w historii zawodnik klubu karate tradycyjnego w Janowie Lubelskim, zdobywca w 2010 r. trzech złotych medali na MP juniorów młodszych, członek kadry narodowej juniorów na zbliżające się mistrzostwa Europy, oraz utalentowana wokalnie Elżbieta Jakubiec, ambitna i zdyscyplinowana 7-latka, mająca już w swym artystycznym dorobku kilkanaście nagród i wyróżnień na lokalnych i wojewódzkich konkursach i przeglądach piosenki, nie tylko dziecięcej. Ela uraczyła uczestników „Dni Janowa" minirecitalem, dowodząc w ten sposób, iż tytuł się jej jak najbardziej należał. Kapituła postanowiła, że w kategorii „Firma Roku" tym razem „Antka" nie przyznano.

Miło nam poinformować, że w kategorii „Promotor Miasta" zaszczytny tytuł otrzymał nasz redakcyjny kolega, red. Jerzy Reszczyński, który problematyką związaną z regionem janowskim zajmuje się na łamach „Tygodnika Nadwiślańskiego" od kilkunastu lat. Miło nam tym bardziej, że jego publikacje nie zawsze, mówiąc oględnie, są po myśli władz, ale zawsze starają się oddawać jak najwierniej prawdę o życiu Janowa i regionu. Cieszymy się, że kapituła z tego także wywiodła swą ocenę będącą podstawą do przyznania wyróżnienia. Wszystkim „Antkom" serdecznie gratulujemy!

(u)

Tygodnik Nadwiślański, nr 26 (1572)


Dodano: 30 czerwca 2011 r.

do góry


 

MIĘDZYNARODOWA WSPÓŁPRACA

Od 16 do 20 czerwca tego roku na zaproszenie władz gościła w mieście siedmioosobowa delegacja z chorwackiego miasteczka Lovran.

Janowsko-chorwacką współpracę zapoczątkował w ubiegłym roku przyjazd Ewy Grabowskiej, córki pracującego dawniej w Janowie Lubelskim dr. Jeremiasza Sowiakowskiego. Pani Ewa, która przez wiele lat mieszkała i pracowała jako reżyser w byłej Jugosławii, a później w Chorwacji, przedstawiła samorządowi Janowa propozycję współpracy między dwoma miastami. Jednym z pierwszych efektów tej współpracy był wyjazd w maju br. władz Janowa Lubelskiego do chorwackiego miasteczka Lovran, a następnie rewizyta Chorwatów. Podczas pobytu w Janowie goście zapoznali się z historią i kulturą miasta oraz jej mieszkańcami. Zwiedzili m.in.: rynek, sanktuarium, muzeum parafialne, Stoki, krytą pływalnię, Janowski Ośrodek Kultury, kościół w Momotach, Porytowe Wzgórze oraz Muzeum Przyrodnicze. Podczas spotkań z władzami Janowa Lubelskiego omówiono zasady współpracy w dziedzinie turystyki, promocji, kultury i zdrowia.

Zarówno przedstawiciele strony chorwackiej, jak i polskiej mają nadzieję, że współpraca zaowocuje wymianą doświadczeń i otworzy nowe możliwości rozwoju dla obu stron.

19 czerwca 2011 roku w Janowskim Ośrodku Kultury nastąpiło oficjalne otwarcie wystawy przywiezionej przez delegację z Chorwacji. Wystawa przedstawia chorwackie miasteczko Lovran na przestrzeni lat 1913-2011, a jej autorem jest Sterle Federiko, z zawodu elektronik, pracujący jako kierowca, pasjonujący się fotografią od lat szkolnych, który z czasem z tej pasji uczynił swoją profesję. Autor współpracuje na stałe, jako fotografik z agencjami turystycznymi w Budapeszcie i Bleiburgu (Austria). Sterle Federiko wystawiał dotychczas swoje prace w Chorwacji, a także w Watykanie, gdzie znajduje się jego fotografia przedstawiająca Świętego Jerzego, patrona Lovrana. Wystawę chorwacką można oglądać w JOK-u do sierpnia.

(ap)

Tygodnik Nadwiślański, nr 26 (1572)


Dodano: 30 czerwca 2011 r.

do góry


 

AŻ TRUDNO UWIERZYĆ!

Przez kilkanaście lat staraliśmy się informować opinię publiczną o niewesołych dotychczas losach zabytkowego dworku w Wierzchowiskach II w gminie Modliborzyce pod Janowem Lubelskim. Dziś mamy przyjemność postawić kropkę nad „i"...

Zbudowany w połowie XIX stulecia dworek funkcjonował dostatnio i bezpiecznie do 1939 roku. Później zajęli go Niemcy, po nich na krótko Rosjanie, a po II wojnie światowej został dekretem PKWN upaństwowiony. Mieściły się w nim różne instytucje publiczne: szkoła, dom nauczyciela, poczta, przedszkole, w końcu trafił we władanie ZHP. Pod tymi rządami dotrwał do końca PRL, później kontrolę nad nim objęła agencja rolna. Nietrudno domyślić się, że żaden z powojennych włodarzy nie inwestował ani w sam dworek, ani w okalający go park. Gorzej: przez pewien czas park ten spowijał smród bijący z pobliskiej tuczami, jaką prowadziły tu niżańskie zakłady mięsne, zanim padły.

Ten obraz nędzy i rozpaczy usiłował odmienić samorząd gminy Modliborzyce, przejmując nieruchomość od agencji rolnej. Chciano urządzić tu warsztat terapii zajęciowej, jakiś ośrodek kultury itp. Wyszło jak zwykle. Zabrakło pieniędzy. W końcu znaleziono nabywcę, przedsiębiorcę branży budowlanej, zainteresowanego restauracją zabytku. Niestety, zanim ten młody człowiek zaczął swe plany realizować, nagle mu się zmarło. Obiekt z roku na rok wyglądał gorzej, a my staraliśmy się stan ten rejestrować i apelować jedynie do sumień potencjalnych mecenasów...

Karta odmieniła się dopiero w 2006 r. po nabyciu obiektu przez kolejnych przedsiębiorców Elżbietę i Dariusza Nizio z Biłgoraja. Przez dwa lata walczyli na papierze o wszystkie niezbędne pozwolenia, dokumentacje konserwatorskie, uzgodnienia i inne papiery, bez których nie wolno im było rozpocząć konserwacji zabytku. Właściwe prace restauratorskie ruszyły dopiero w 2008 roku i pochłonęły... Nie, dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, a odnowiona posiadłość w Wierzchowiskach jest tym, czym zainteresować się winni przede wszystkim dżentelmeni...

W podniesionym z ruin i kilka tygodni temu „uruchomionym" dworku mieści się dziś obiekt, jakiego ten region jeszcze nie miał. Poza salą bankietową na 120 osób, restauracją, nowocześnie wyposażoną salą konferencyjną dla 60 gości, w podziemiach mieści się winiarnia i VIP-bar z kameralnym pokojem spotkań. Wśród 13 „tematycznych" apartamentów hotelowych znajdziemy pokoje: Francuski, De Luxe, Kolonialny, Dżokeja, Golfisty, Marynarski, Motoryzacyjny, co czyni „Dwór Sanna" (taką mu nadano nazwę za sprawą źródeł rzeki Sanna wypływających ze wzgórza, na którym stoi dworek) pierwszym w tej części Polski hotelem tzw. butikowym. Wszystko utrzymane jest w standardzie hotelu 4-gwiazdkowego. Wszystkie pomieszczenia są klimatyzowane, mają dostęp do bezprzewodowego Internetu. Do dyspozycji gości jest też starannie zagospodarowany 32-hektarowy park, mający także miejsca zabaw dla dzieci, stawy, alejki i miejsca romantycznego odpoczynku, restaurację na świeżym powietrzu.

Projekt zagospodarowania otoczenia dworku przewiduje również park linowy; tereny okalające dworek i park stwarzają świetne warunki do uprawiania paintballa, imprez off-roadowych; Jeszcze tej jesieni w sąsiedztwie dworku pojawią się stadnina i hotel dla koni z ośrodkiem hippicznym. W przyszłości planowana jest rozbudowa obiektu o kolejne miejsca noclegowe, SPA oraz driving rangę (strzelnica golfowa). Na razie pracę ma tutaj kilkanaście osób, ale to jest dopiero początek...

Wierzchowicki dworek, wszystko na to wskazuje, doczekał się szczęśliwego dopełnienia swego losu, jaki się nawet nie śnił Wiercińskim, Kochanowskim i Bogdańskim, Michelisom, a później - Świdom, którzy tymi dobrami od pradziejów władali.

(r)

Tygodnik Nadwiślański, nr 26 (1572)


Dodano: 30 czerwca 2011 r.

do góry


 

PERŁY „LEŚNEGO SKARBCA”

Bogata oferta turystyczna Janowa Lubelskiego sprawia, że jest to wspaniałe miejsce do relaksu i baza do przemierzania szlaków „Leśnego skarbca".

W samym Janowie turysta powinien zwiedzić Sanktuarium Matki Bożej, kościół p.w. św. Jana Chrzciciela, perłę późnobarokowej architektury od zawsze wpisaną w historię miasta i regionu. Drugim miejscem leżącym w granicach Janowa, tradycyjnie związanym z lokalnymi obrzędami, jest Źródlisko - janowskie stoki - odwieczne miejsce spotkań gospodyń, a zarazem oczyszczenia i obmyć związanych ze świętami Wielkiejnocy. Inny charakter w duchowym skarbcu Ziemi Janowskiej ma, ukryta w przylegających do miasta lasach, kapliczka św. Antoniego. Miejsce to, zwane Kruczkiem, od wieków związane jest z działalnością Polaków w czasie powstań narodowych i w okresie II wojny światowej. Tutaj wyznaczano zbiórki oddziałów partyzanckich.

Pośród lasów, kilka kilometrów od Janowa, położona jest niewielka wieś Szklarnia. Swoją nazwę zawdzięcza hucie szkła, która powstała tu w XVIII wieku. Około 1830 r. osada zmieniła charakter na rolniczy. Obecnie znajduje się tutaj jedyna w kraju ostoja konia biłgorajskiego.

Spragnieni ciszy i spokoju wybierają się do wsi Momoty. Tu trzeba zwiedzić drewniany kościółek p.w. św. Wojciecha. Wnętrze świątyni to istna perełka, ściany i sufit pokryte rzeźbami, ołtarz także wykonany w drewnie, wszystkie rzeźby i płaskorzeźby są dziełami sztuki. Opowieść o ich twórcy, rzeźbiarzu samouku, śp. ks. Kazimierzu Pińciurku brzmi jak legenda. Wiele lat poświęcił on na stworzenie tego unikatowego dzieła.

Prace rozpoczęte były w połowie lat 70. XX wieku, a ukończone w połowie lat 90.

Kolejnymi atrakcjami regionu janowskiego są: izba garncarska w Łążku Garncarskim, muzeum kolejki wąskotorowej w Janowie i oczywiście zalew, kuszący czystą wodą oraz żywicznym zapachem otaczających go sosnowych lasów.

Andrzej Wojtan

Polska Kurier Lubelski, 30 czerwca 2011 r.


Dodano: 30 czerwca 2011 r.

do góry


 

WYCIĄGNELI DZIECKO Z OGNIA

Półtoraroczną dziewczynkę wynieśli z płonącego domu strażacy. Jej starsza siostra uratowała troje rodzeństwa.

Pożar we wsi Kiszki wybuchł wczoraj przed południem.

- Przyjechaliśmy na miejsce po 13 minutach od zgłoszenia. Nie wiedzieliśmy, że ktoś może, być uwięziony w płonącym budynku - opowiada kapitan Paweł Mak, który dowodził akcją ratowniczą. - Kiedy tylko wysiedliśmy z wozu ludzie zaczęli krzyczeć, że w domu jest dziecko. Od razu wbiegliśmy z kolegą do środka. A tam kłęby dymu, widoczność zerowa. – Musiałem działać po omacku, dotykałem ścian, mebli, podłogi, by zorientować się, co jest przede mną - relacjonuje kpt. Mak. -W drugim z przeszukiwanych pomieszczeń na pierwszym piętrze, kiedy na kolanach sprawdzałem, co jest na podłodze, natknąłem się na coś miękkiego. To było dziecko. Jak się później okazało, zaledwie półtoraroczne - dodaje.

Strażak wyskoczył z nieprzytomnym maleństwem na balkon i podał je koledze czekającemu już na drabinie.

- Natychmiast rozpoczęliśmy reanimację dziecka. Robiliśmy to we czterech, ale przez 15 minut nie udało nam się przywrócić ani pracy serca, ani oddechu - opowiada strażak Michał Dolecki.

Wtedy pojawiła się karetka pogotowia i dziewczynką zajęli się lekarze. Po chwili wylądował śmigłowiec - eurocopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

- Załoga maszyny była na nasłuchu i kiedy zorientowali się, co się u nas dzieje, ruszyli na pomoc — wyjaśnia Krzysztof Kurasiewicz, rzecznik prasowy straży pożarnej w Janowie Lubelskim.

Po około 30 minutach reanimacji wielka ulga: lekarze powiedzieli strażakom, że serce dziecka bije. Dziewczynka śmigłowcem poleciała do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Trafiła na oddział intensywnej terapii. Tam przez cały dzień trwała dalsza walka o jej życie.

Hospitalizacji wymagała także matka dziewczynki. Kobieta poparzyła się, szukając w płomieniach swojego najmłodszego dziecka.

Strażacy podkreślają, że tragedia byłaby jeszcze większa, gdyby nie przytomność umysłu jednej ze starszych córek właścicielki domu. Dziewczyna wyprowadziła swoje trzy młodsze siostry na balkon, skąd zabrali je sąsiedzi, którzy zauważyli ogień.

W budynku, gdzie wybuchł pożar, mieszka samotna matka z dziewięciorgiem dzieci. — Wcześniej wszystkie dzieci były w domu dziecka, bo ich matka żyła w małym zniszczonym domku, gdzie nie był warunków do opieki — mówi ze łzami w oczach Wiesława Ciosmak, siostra właścicielki domu. - Postawiła ten dom dzięki pomocy rodziny i znajomych, a teraz taka tragedia...

Strażacy przyznają, że w tej chwili dom nie nadaje się do zamieszkania. - Trzeba wszystko odmalować, wstawić okna i założyć nową instalację elektryczną - ocenia Krzysztof Kurasiewicz. To prawdopodobnie zwarcie w instalacji elektrycznej było przyczyną pożaru.
Na miejscu, tuż po pożarze, były władze Janowa Lubelskiego. - Na pewno odmalujemy spalone pomieszczenia, wymienimy także przewody, musimy tylko sprawdzić, co było ubezpieczone - zaznacza Krzysztof Kołtyś, burmistrz miasta.

Tuż przed zamknięciem tego wydania gazety, Agnieszka Osińska, rzecznik DSK w Lublinie, powiedziała nam, że matka poparzonej dziewczynki nie zgodziła się na informowanie prasy o stanie zdrowia jej córeczki.

Piotr Tyczyński

Dziennik Wschodni, 29 czerwca 2011 r.


Dodano: 29 czerwca 2011 r.

do góry


 

KARAMBOL JANOWSKI

Na początek zderzyły się dwie... nieufności. Potem już było coraz gorzej. Ofiar nie było. Ale będą, i to niedługo. I to raczej po janowskiej, a nie po stalowowolskiej stronie.

Takie są efekty nadzwyczajnej sesji Rady Powiatu Janowskiego, zwołanej 26 maja na wniosek pięciu radnych, ponad wszelką wątpliwość nie będących fanami PiS i związanego z PiS starosty Janowskiego. Sesję zwołano, bo - w imieniu wnioskodawców uzasadnia Stanisław Mazur - w programie sesji zwyczajnej planowanej na czerwiec nie ujęto spraw związanych z dramatycznie trudną sytuacją, jaka powstanie po likwidacji janowskiej placówki stalowowolskiego PKS-u. Stalową Wolę reprezentowali na sesji wicestarosta Mariusz Sołtys, wiceprezes PKS Jerzy Ciećko i związkowcy.

Wszyscy byli mocno zdumieni, wysłuchując „entre" inicjatora sesji, który bezpardonowo „wsiadł" na starostę. St. Mazur zarzucił Jerzemu Bieleckiemu oraz „władzom Janowskiego PiS-u" wszystko, co najgorsze. W szczególności - arogancję, pychę, bezczynność, brak jakiejkolwiek inicjatywy i determinacji w ratowaniu placówki. - Gdzie oni byli od czerwca 2010 roku od dnia przejęcia PKS przez waszych partyjnych kolegów? - atakował radny Mazur, lider SLD w regionie janowskim. Oczywiście, odcinając się kategorycznie od zarzutów, iż walka o PKS i interesy pasażerów mają jakiekolwiek polityczno - wyborcze motywacje i konotacje. Przypomniał, że od grudnia już w tej sprawie interpelował na sesjach. Bez efektu. - Dlaczego poprzedni starostowie wydawali pozwolenia na przewóz osób, przyczyniając się do zapaści PKS? Dlaczego szef Janowskiego PiS-u nie podjął działań, które umożliwiłyby przejęcie placówki w Janowie Lubelskim przez nas: powiat? - pytał retorycznie. I z ukrytym podtekstem: wówczas starostą stalowowolskim był także PiS-owiec, Wiesław Siembida, więc łatwiej byłoby się porozumieć... Starosta dłużny nie pozostał. I przypomniał, że kiedy można było utworzyć samodzielny oddział PKS w Janowie, to I sekretarzem KW PZPR w Tarnobrzegu był nie kto inny jak ideowy towarzysz radnego Mazura, janowianin Janusz Basiak. I on postanowił o włączeniu placówki do oddziału w Stalowej Woli. A w 2001 roku, kiedy Janów zaczął przynosić straty, rządził premier Miller... Kiedy do tego wszystkiego doszła kłótnia o to, czy Stalowa Wola zażądała od Janowa 60 czy 90 tysięcy złotych miesięcznej dopłaty do działalności janowskiej placówki, polityczny magiel zaczął nabierać obrotów...

Według St. Mazura, wciąż możliwe jest zapobieżenie likwidacji placówki i pokrywanie jej deficytu. Starosta Jerzy Bielecki: - A ile pan przewiduje w budżecie pieniędzy na podtrzymanie PKS? Odpowiedzią był mętny wywód o tym, że można zarobić na udostępnianiu dworca prywatnym przewoźnikom, i ile mogą dołożyć sąsiednie gminy. Wyszło, że powiat miałby wykładać raptem tylko... 6-7 tysięcy miesięcznie. Skarbniczka powiatu Barbara Fuszara nie pozostawia złudzeń: w te wyliczenia nikt nie uwierzy, a powiat przy 30-milionowym budżecie ma do spłacenia 12 milionów zł kredytów, ma na głowic utrzymanie szkół, szpital. Na wszystkie inwestycje drogowe ma w roku góra 800 tysięcy, czyli mniej niż należałoby dopłacać do utrzymania PKS.

Mariusz Sołtys, wicestarosta stalowowolski: Już na pierwszym spotkaniu z zarządem waszego powiatu sugerowaliśmy pewne pomysły. Jedyną odpowiedzią było podtrzymanie przez was chęci bezpłatnego przejęcia części przedsiębiorstwa, innych propozycji nie było. Poinformowaliśmy, że z racji straty, jaka notuje spółka, nie możemy tego zrobić, bo pieniądze z ewentualnej sprzedaży części majątku pokryją tę stratę. Niemniej zarząd powiatu stalowowolskiego upoważnił mnie do deklaracji, że jesteśmy gotowi przystać na wasze propozycje, zmierzające do utrzymania tej placówki. Otwarty jest też na nie zarząd PKS.

Prezes J. Ciećko po raz kolejny przytoczył dane o narastających od 2001 r. stratach janowskiej placówki i o dotychczasowych, nie dość skutecznych, działaniach ratunkowych. Potwierdził, że przewidywany na ten rok deficyt janowskiej placówki (do kwietnia przekroczył już 300 tys. zł) sięgnie 1,5 miliona... – Dalsze tolerowanie tej sytuacji grozi utratą płynności finansowej przez całą spółkę. Dlatego zarząd podjął decyzję, by: dniem 30 czerwca zlikwidować działalność placówki w Janowie Lubelskim. Po głębokiej analizie doszliśmy do wniosku, ze przez jakiś czas jesteśmy w stanie częściowo funkcjonować na terenie powiatu janowskiego. Konkretnie chodzi o dowozy dzieci i młodzieży szkolnej.

Sprawę likwidacji placówki PKS w Janowie usiłowano w ostatnich tygodniach „zarazić" lubelskich posłów i senatorów, Urząd Marszałkowski, Janowski Konwent Samorządowy, lubelskiego wojewodę, a nawet... Ministerstwo Skarbu Państwa, które było poprzednim właścicielem spółki. Bez większego powodzenia. PKS już prowadzi postępowanie przetargowe na sprzedaż 40-arowej działki w rynku wraz z dworcem, planuje sprzedaż w III kwartale roku części bazy PKS przy ul. Wojska Polskiego. Na 37 zatrudnionych w placówce osób pozostanie tylko 16, które będą mieć pracę do czerwca 2012 r. Umowy z 21 pracownikami, dla których pracy nie będzie, wygasną do 31 sierpnia. W całości i w terminie wypłacone zostaną wszystkie świadczenia pracownicze. Po tej reorganizacji PKS będzie obsługiwać jedynie gminy Janów Lubelski, Chrzanów, Godziszów i Dzwola.

Stalowowolskiej drużynie oberwało się też od wójtów, których „głosem" stał się przede wszystkim Marek Piech z Dzwoli, nie wierzący w wyliczenia dotyczące strat placówki. - Starostwo przejęło za darmo grunty, budynki i tabor od Skarbu Państwa. Sprawą honorową byłoby, skoro Janów chce to przejąć, przekazanie tych gruntów właścicielowi - te słowa zaadresował do starosty M. Sołtysa. - Ten dług 300 tysięcy można by załatwić, a my byśmy na bazie tego majątku utworzyli swój PKS.

Burmistrz Krzysztof Kołtyś jeszcze silniej uderzył w podobne nuty: - Bylibyśmy w stanie pokryć tę stratę, wspólnie, powiat i siedem gmin. Ale jednocześnie z przejęciem majątku placówki. Z całym szacunkiem, panie starosto, ale do tanga trzeba dwojga. Z przykrością stwierdzam, że po waszej stronie nie ma dobrej woli! Państwo dysponujecie wszelkimi danymi, i od was powinna wyjść konkretna propozycja, pełna zrozumienia dla sytuacji powiatu janowskiego, jako partnera i sąsiada! My nigdy nie doprosiliśmy się od prezesa PKS wyników, danych o firmie i jej .sytuacji. Nie wiemy, jaka i kiedy była strata, nie wiemy, jak byty księgowane koszty. Jeżeli ze strony powiatu stalowowolskiego byłaby dobra wola, jesteśmy w stanie wypracować kompromisowe rozwiązanie i porozumieć się.

Burmistrz Janowa Lubelskiego dowodzi, że o braku dobrej woli strony stalowowolskiej świadczy wystawienie do przetargu terenu janowskiego dworca z oczekiwaną ceną co najmniej 1 mln 600 tysięcy złotych. - Nikt ze mną, jako burmistrzem, nie był łaskaw się skontaktować. Tymczasem wy przejęliście od państwa za darmo całe przedsiębiorstwo wycenione na 5 mln 570 tysięcy - mówi. Jego zdaniem, nikt tego nie kupi, nie tylko z powodu ceny, nie wiadomo skąd wziętej. W miejsce dworca nie można zbudować nic, bo przeznaczenie terenu określa program rewaloryzacji Rynku. I kropka. - Gdybyście zaproponowali uczciwą cenę, jesteśmy w stanie się porozumieć - dodaje. Nie wyjaśnia, jaka cena byłaby „uczciwa", ale ta - nie jest rozsądna i sprawiedliwa. Wyraża też przekonanie, że ponoszona przez PKS „strata na Janowie" może zostać pokryta wspólnymi siłami wszystkich ośmiu jednostek samorządowych powiatu janowskiego. Przytakują mu wójtowie. Ale po półgodzinie mają już dokładnie odwrotne zdanie. A Janów pamięta, jak to było nie tak dawno z pokrywaniem strat, jakie przynosi kryta pływalnia. I mało kto wierzy, że tym razem będzie inaczej.

Mariusz Sołtys ani myśli brać na siebie odpowiedzialność za działania prezesa PKS z czasów, kiedy jego pracę nadzorował ktoś inny. Odrzuca też apel o „kierowanie się honorem". - Ja w kodeksie spółek handlowych, a taka jest PKS, nie znalazłem takiego pojęcia - mówi. - Działania uzdrowicielskie w Stalowej Woli, ratujące firmę, obejma większa liczbę pracowników niż w Janowie Lubelskim, tam też musimy wyzbyć się części majątku. Nie mamy wyjścia. W waszym interesie jest, aby ta firma funkcjonowała na waszym terenie. Że nie udostępniano wam danych o firmie... Ja sobie nie przypominam, by ktokolwiek się o takie dane zwracał!

— Od początku stycznia rozmawiamy z PKS-em w Stalowej Woli, z PKS-Wschód w Lublinie, z zarządem powiatu stalowowolskiego. Nie jesteśmy bezczynni, jak to niektórzy twierdza. Mamy pomysły, różne - broni się J. Bielecki. - Do PKS w Stalowej Woli mamy pretensje: jak mają być ekonomiczne zdezelowane 30-40-letnie autobusy? Chcemy wspierać PKS, ale pod warunkiem, że to będzie nasz PKS! Stąd nasz apel, konwentu, do marszałka i wojewodziny, aby nas wspierali w przejęciu tego PKS-u! To nie fair, że Stalowa Wola przejmuje PKS, ale dba, aby funkcjonował on tylko w ich powiecie! A było tak, że pierwsza wizyta, jaka z kwiatami i gratulacjami złożył mi jako staroście prezes Śmigulski, zakończyła się jego zapowiedzią, że będzie likwidował placówkę w Janowie! Już to postanowił! Teraz my tylko możemy apelować i prosić.

Z apelem do samorządowców stalowo-wolskich wystąpił też wójt Jerzy Pietrzyk z Potoka Wielkiego: - Warto usiąść i rozmawiać. Czuje się mocno zawiedziony. Długo bronił gminy przed wejściem prywatnych przewoźników, wiążąc się tylko z PKS, a teraz PKS, likwiduje wszystkie kursy w tej gminie, czyniąc ją białą plamą na mapie komunikacji publicznej.

Przed opuszczeniem sesji M. Sołtys po raz trzeci zadeklarował dobrą wolę Stalowej Woli. - Przejmując PKS, nie zakładaliśmy, że ma ona przynosić zyski, ale że ludzie będą mieli pracę, a mieszkańcy powiatów stalowowolskiego, janowskiego oraz niżańskiego będą mieć zagwarantowaną komunikację publiczną do najdalszych nawet miejscowości. Państwo mówicie tyle o dobrej woli, ale ja dziś nie słyszałem pytania o to, czy mieszkańcy powiatu stalowowolskiego mają zagwarantowany dojazd. Przykro mi, ale tego pytania nie było. To jest oczywiste: ja, jako przedstawiciel powiatu stalowowolskiego, będę zabiegał o to, aby w pierwszej kolejności transport publiczny mieli zapewniony mieszkańcy mojego powiatu! Rozumiem, że was interesuje tylko wasz. Szukajmy więc kompromisu.

Zenon Sydor, były starosta janowski, proponuje, aby powiat janowski stał się współwłaścicielem spółki PKS, i wtedy mógłby się czuć zobowiązany do dbałości o wspólny majątek.

Jak informuje Bolesław Radzik, naczelnik wydziału komunikacji janowskiego starostwa, tak po prawdzie nikt nie wie, jak po 30 czerwca ma funkcjonować w powiecie janowskim komunikacja publiczna, jak ma być organizowany dowóz dzieci do szkół. - Myślę, że już musimy rozglądać się za prywatnymi przewoźnikami - mówi. Z danych, które posiada, wcale nie wynika, by przyczyną problemów PKS była konkurencja ze strony prywaciarzy. PKS ma zgodę starosty na 9 linii, wszyscy prywatni razem wzięci - na 4, i to takie niszowe, peryferyjne.

Radny Zygmunt Wasilewski: - Słuchając burmistrza Kołtysia, pana starosty stalowowolskiego, myślałem, że sprawy mogą pójść w dobrym kierunku, ale jak posłuchałem pana starosty Bieleckiego, to zrozumiałem, że nic się nie da, bo wszystko już jest postanowione...

Ponad dwugodzinna szamotanina nie była w stanie doprowadzić nawet do podjęcia uchwały, która zobowiązywałaby powiat janowski do tego, by podjął skuteczne działania mające uratować placówkę w Janowie Lubelskim. Stanęło, że strona janowska powoła zespół, aby - bazując na obustronnie deklarowanej dobrej woli - z zarządem spółki wypracować jakieś kompromisowe propozycje. Tyle, że w PKS właśnie trwa konkurs na najwyższe stanowiska. Nowy zarząd ma podjąć czynności pod koniec czerwca.

Kiedy stalowowolanie opuścili obrady, padło po raz kolejny: - Przyjechali tylko po to, aby wydrzeć od nas pieniądze!

Jerzy Reszczyński

Tygodnik Nadwiślański, nr 22 (1568)


Dodano: 9 czerwca 2011 r.

do góry


 

WYSTĄPIĄ W KAZIMIERZU

W ostatnią niedzielę w lubelskim skansenie zorganizowano eliminacje wojewódzkie tegorocznego Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą, który odbędzie się w dniach 24-26 czerwca. Uczestnikami festiwalu z pow. Janowskiego będą: Zespól „Jarzębina" z Kocudzy, Stanisław Głaz z Dzwoli i Stanisław Fijalkowski z Chrzanowa oraz Elżbieta Kamińska z Węglisk i Krzysztof Butryn z Janowa Lubelskiego, którzy wystąpią w nowej kategorii - folkloru rekonstruowanego dla młodych wykonawców.

Z kolei z pow. kraśnickiego na festiwal pojadą: Męski zespół śpiewaczy z Majdanu Obleszcze oraz (w kategorii „Duży-Mały") Janina Markut z zespołem „Polichnianeczki" z Blinowa. Oba zespoły pochodzą z gm. Szastarka.

Andrzej Wojtan

Polska Kurier Lubelski, 3 czerwca 2011 r


Dodano: 9 czerwca 2011 r.

do góry


BIEG PARTYZANCKIM SZLAKIEM

LO im. Bohaterów Popytowego Wzgórza w Janowie Lubelskim w najbliższą niedzielę organizuje I Bieg Partyzantów na dystansie 12 km. Start o godz. 11 spod pomnika na Porytowym Wzgórzu, meta w centrum miasta. Organizatorzy zapewniają transport na miejsce startu i parking, na którym można zostawić auto. W biegu mogą brać udział dorośli oraz osoby, które ukończyły 16 rok życia i mają pisemną zgodę rodziców lub opiekunów.

Andrzej Wojtan

Polska Kurier Lubelski, 3 czerwca 2011 r


Dodano: 9 czerwca 2011 r.

do góry


 

Poprzedni miesiąc MAJ 2011

LIPIEC 2011

Plan miasta w szczegółach

Zbiór wszelkich informacji turystycznych

Wykaz placówek zdrowia - przychodnie, apteki i inne..

Rozkład jazdy autobusów, busów - wykaz stacji paliw i usług

Kalendarz imprez kulturalnych i sportowych

Kalendarz wystaw i imprez na 2007r.

Opis ścieżek rowerowych w okolicy Janowa Lub.

Obejrzyj nasze fotoreportaże z różnych imprez

 

Wszystkie wydania GJ w wersji elektonicznej

 


Urząd Miejski, ul. Jana Zamoyskiego 59, 23-300 Janów Lubelski,  tel: +48 15 87-24-330, fax: +48 15 87-24-670. e-mail: sekretariat@janowlubelski.pl

KONTO BANKOWE: Powszechna Kasa Oszczędności, Bank Polski S.A. Oddział Centrum Opole Lubelskie 25 1020 3235 0000 5402 0007 3700


© COPYRIGHT 2006-2011 - URZĄD MIEJSKI W JANOWIE LUBELSKIM

Redaktor odpowiedzialny: Jan Machulak, e-mail: gazetajanowska@janowlubelski.pl