Biuletyn Informacji Publicznej Urzędu Miejskiego

 


 

 

 

Zbiór druków do pobrania

 

Zbiór ogłoszeń i zarządzeń

 

Wykaz telefonów w Urzędzie Miejskim

 

Skrócony Poradnik Przedsiębiorcy

 

Janów Lubelski - Leśny Skarbiec

 

Instytucje w Unii Europejskiej

 

 

Dodano: 17 września 2008 r.

 

DRAMAT ROZŁOŻONY W CZASIE

 

Początek dramatu

Bywają w życiu sytuacje, gdy człowiek potrzebuje nagłej pomocy innych ludzi – zasłabnięcie, wypadek, pożar. Niektóre zaczynają się niewinnie, z początku nie ma symptomów dramatu. Ileż to dzieci, dorosłych codziennie i wielokrotnie wychodzi z domu. Wychodzi, by wrócić – wszyscy są tego pewni. A jednak… „Wyszedł z domu i dotychczas nie powrócił…” – ogłasza radio, alarmują gazety. Zdarza się - raz na ileś tysięcy, ale się zdarza. Z podobnym przypadkiem mieliśmy do czynienia w naszym mieście latem tego roku. Dom opuściła starsza kobieta. Cierpiała na chorobę Alzheimera, która objawia się zanikami pamięci, dezorientacją w czasie i przestrzeni. Na ogół miała koło siebie „anioła stróża”, ale niekiedy wychodziła sama. Dotąd zawsze wracała, tym razem – nie.

Rodzina natychmiast rozpoczęła poszukiwania, sprawdzono miejsca, gdzie potencjalnie mogła przebywać – bez skutku. Na dwa samochody zjeżdżono niemal cały powiat. Nic. Poszukiwano jeszcze w nocy, kiedy ulice są puste. Nic. Nie mogła odjechać autobusem czy zatrzymanym na drodze autem, bo jej sprawność umysłowa to wykluczała. Musi być niedaleko, ale gdzie?

Na drugi dzień (niedziela) w obu janowskich kościołach są ogłoszenia o zaginięciu. Zgłasza się kilka osób, dzięki którym można ustalić trasę, jaką przebyła zaginiona. Aż trzy osoby (potem jeszcze dwie) potwierdza jej wejście ok. godz. 15 do lasu na Rudzie. Miejsce poszukiwań skonkretyzowane, choć ogromnie trudne do penetracji. Tymczasem następnego dnia pojawia się kolejny świadek, który zarzeka się, że ok. godz. 19 widział poszukiwaną w okolicach ronda Zieleniewskiego. Na wszelki wypadek sprawdzano więc całą wschodnią część miasta: nowe osiedla, okolice starego i nowego szpitala, Przyborowie, las, pola aż do Krzemienia – na próżno, rzecz jasna. Główne jednak siły – rodziny i znajomych – kierowano na Rudę, sprawdzając las po aż Pikule, Łążek, Ciechocin, Kalenne, Gwizdów. Zawiadomiono stowarzyszenie ITAKA i poinformowano media. Sprawdzano okoliczne szpitale, zakłady opieki: Nisko, Stalowa Wola, Irena, Kraśnik, Bychawa, Lublin, Krasnystaw, Zamość, Biłgoraj… „Czy policja już pytała was o zaginioną?” - „Nie, nikt nie pytał”.

Zrobiono wszystko, co tylko można było.

Policja

Policja to profesjonaliści. Pewnie każdy widział pokazywane w telewizji akcje poszukiwawcze – natychmiastowe, sprawnie zorganizowane, dynamiczne. O skuteczności akcji i życiu człowieka niejednokrotnie decyduje szybkość jej podjęcia, odnalezienia poszkodowanego i udzielenia mu pomocy. Istotnie, zarządzenie nr 352 komendanta głównego policji mówi, że „jeżeli z treści przyjętego zawiadomienia wynika, iż istnieje realna możliwość szybkiego odnalezienia osoby zaginionej a zwłaszcza […] wymagającej opieki albo, gdy zachodzi obawa bezpośredniego zagrożenia życia, zdrowia […] tej osoby - dyżurny jednostki Policji […] zarządza i nadzoruje w niezbędnym zakresie przebieg czynności poszukiwawczych zmierzających do odnalezienia osoby” (§ 2, p. 4 instrukcji do w/w zarządzenia) oraz że czynności te należy „podjąć niezwłocznie” oraz „zorganizować i przeprowadzić penetrację terenu ostatniego miejsca pobytu osoby zaginionej, wykorzystując w miarę potrzeb i możliwości siły i środki innych jednostek Policji, w tym środki techniczne, psy policyjne a także podmioty pozapolicyjne; w trakcie penetracji poszczególnych elementów zabudowań czy pomieszczeń należy dążyć do ujawnienia miejsc, w których osoba zaginiona mogła się ukryć, nie może się z nich wydostać lub gdzie mogą znajdować się jej zwłoki; szczegółowo rozpytać osoby, które jako ostatnie miały kontakt z osobą zaginioną; dokonać sprawdzenia szpitali, pogotowia ratunkowego lub opiekuńczego, izb bądź domów dziecka, noclegowni, izb wytrzeźwień, zakładów prawnej izolacji albo opieki społecznej w rejonie miejsca zaginięcia lub miejsca pobytu” (§ 7, p. 1, ust. 1, 2, 3).

Niewątpliwie według powyższego zarządzenia przebiegały poszukiwania w połowie września w Michowie k. Lubartowa czy koło Szastarki – w ciągu 48 godzin znaleziono odpowiednio 80-letnią staruszkę i 14-letnią dziewczynkę; w obu akcjach brało udział kilkudziesięciu policjantów i strażaków, psy, śmigłowiec (zob. Kurier Lubelski z 16 IX br.). Wygląda jednak na to, że gazety opisują, a telewizja pokazuje nierzeczywiste, wręcz wirtualne obrazy, bo Policja w Janowie zachowywała się nieco inaczej. Otrzymała zawiadomienie już o godz. 15 w dniu zaginięcia i… spoko, bez nerwów, może sama się znajdzie. A przecież istniało realne zagrożenie zdrowia i życia! Gdy następnego dnia brat zaginionej zdobył pierwszy istotny trop Rudy, uznał za stosowne przekazać natychmiast informację na 997. „Mamy sygnał, że później była na rynku” – został zbyty przez funkcjonariusza (oczywiście trop rynku był fałszywy). Dopiero na trzeci dzień wyznaczono policjanta, który ma sprawę prowadzić; ten z kolei piątego dnia wziął się za sprawdzanie wiarygodności świadków, których wcześniej ustaliła rodzina. Aż strach pomyśleć, co by to było, gdyby w podobny sposób działało np. pogotowie ratunkowe i zawiadomione o podejrzeniu zawału czy wylewu czekało bezczynnie godzinami i dniami, by wreszcie zaaplikować apap czy aspirynę.

Dziwne, jak Policja broniła się przed użyciem strażaków, a potem ochotników - osób cywilnych do akcji przeczesywania lasu. To, że w końcu doszło do trzech dużych wypraw (22, 23 i 25 sierpnia) z udziałem 70, 16 i ponad 100 osób, to rezultat determinacji rodziny i osobistego zaangażowania burmistrza K. Kołtysia; policjanci ostatecznie dołączali do tyraliery, bo nie wypadało inaczej.

Podobnie było z psami. Gdy las z licznymi tu zaroślami, łochyniami, jeżynami i bagnami okazał się nie do zdobycia przez ludzi, pozostała jedna z ostatnich nadziei, że ciało (bo w znalezienie żywej już nikt nie wierzył) może wskazać pies – nie tropiący, jakiego ma policja, bo tropy już dawno się ulotniły, ale poszukujący. Takie psy ma pewne stowarzyszenie z Rzeszowa i gotowe jest ich użyczyć, ale zgodę na to musi wydać rzeszowska komenda wojewódzka. Zatem Komenda Powiatowa w Janowie powinna wystąpić do Lublina, Lublin do Rzeszowa. Powinna? Być może, wszelako nie musi, więc nie występuje. Więc w rodzinie zaginionej zaczyna się obmyślać jak obejść „oporniki”, ale na wysokości zadania jeszcze raz staje burmistrz: psy będą!

 

Psy

Platon i Rzepa

Bardzo często odwołujemy się do węchu psa, kiedy zawodzą ludzie i elektronika. Pies ma wybitny nos. Nie łapy, nie zęby i szczęka, ale właśnie nos jest jednym z najcenniejszych „narzędzi” wyszkolonego psa ratowniczego. Jego węch jest milion razy czulszy od nosa człowieka i potrafi segregować zapachy, filtrować je, by wybierać ten, na którym mu zależy. Jest przez to zdolny m.in. do poszukiwania zapachu człowieka, ignorując przy tym zapachy roślin, zwierząt lub jedzenia. Szuka wszystkich - żyjących lub martwych (nie konkretnego człowieka jak psy tropiące). Ponadto pies pracuje z pełnym oddaniem i, co najważniejsze, niezwykle skutecznie. Nie grymasi i nie skarży się na trudne warunki, nie odstrasza go deszcz, wiatr czy śnieg - skoncentrowany wykonuje swoje zadanie bez względu na okoliczności. Pracuje głównie nocą, gdy nie ma przeszkadzających ludzi, a zwiększona wilgotność i stabilne powietrze wzmacniają woń.

Stowarzyszenie STORAT ma ich kilka oraz kilkanaście następnych, które się szkolą. W akcjach biorą udział Burak, Rzepa, Platon, Azi, Gini i Ciapa – wszystkie mają specjalne certyfikaty. Psy są ustawicznie trenowane i weryfikowane. Podczas akcji ubiera się je w specjalne kamizelki z chipami i migającymi diodami. Mają przy obroży bringsel (rzemyk lub plastikowy gryzak).

Ludzie z „charakterem”

Stowarzyszenie Cywilnych Zespołów Ratowniczych z Psami STORAT powstało w 2000 r. Zajmuje się szkoleniem psów poszukiwawczych, tropiących, lawinowych itp. Należą doń wolontariusze – pasjonaci, którzy na co dzień są zatrudnieni w różnych zakładach pracy i „skrzykują się” w razie potrzeby. Nie są więc zawodowymi ratownikami, nie biorą za ciężką pracę pieniędzy.

Marta Gutowska - wiceprezes STORAT

Dlaczego to robią? Dla nich ratownictwo to „adrenalina”, szlachetne poświęcenie i pasja, bez której - jak mówi pani Marta Gutowska, wiceprezes i szef szkolenia psów Stowarzyszenia – nie można skutecznie ratować.

P. Marta jest w stanie w kilkanaście minut zwołać ekipę ratowniczą. Gdy jest zgłoszenie, ludziom i psom udziela się adrenalina. Sprzęt i cała technika są zawsze w gotowości. W skład zespołu ratowniczego wchodzi 2 do 4 osób i pies. Przewodnik współpracuje z psem, pozostałe osoby są odpowiedzialne za orientację w terenie (mapy, kompas, GPS), pomoc przedmedyczną (apteczka) oraz łączność z bazą (radiotelefony, telefon komórkowy).

Idą w noc i w deszcz, w mróz i śnieg. Idą w nieznany sobie las, w chaszcze i bagna. W ekstremalnie trudnych warunkach wytrwale przeczesują godzinami obszar poszukiwania.

Za to w weekend… Nie, ratownicy – pasjonaci nie mają weekendów. Ćwiczą ze swoimi psami podtrzymując ich formę.

Na Rudzie

Dwa psy – owczarki niemieckie i cały zespół ratowniczy (5 osób) byli wyjątkowo wytrwali podczas akcji poszukiwawczej w rudzieńskim lesie. Zaczęli w sobotę o 21:30, a tuż przed szóstą następnego dnia Rzepa przybiegła do przewodnika z bringselem w pysku – to znak, że znalazła. - Odnalezienie jest ogromnym sukcesem ratowników ze Stowarzyszenia - uważa wiceburmistrz Janowa Lubelskiego Czesław Krzysztoń. - Dzięki fenomenalnym umiejętnościom psów i ich przewodników rodzina poznała los pani Joanny i mogła ją godnie pochować.

Ucieszona rodzina chciała wynagrodzić stowarzyszenie ratowników, choć oni za udział w akcjach nie biorą pieniędzy. Ale utrzymanie psa, treningi i szkolenia są kosztowne. STORAT-owi potrzebne są radiotelefony, latarki, GPS, odpowiednie ubranie, buty, nie mówiąc już o quadach. - Marzy nam się ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków, przydałoby się również trochę wyposażenia i buty - wylicza Gutowska. Ale nawet jak nikt tych marzeń nie spełni, to ratownicy ze STORAT-u nie przestaną pomagać ludziom - dodaje.

By więc ratownicy nadal mogli pomagać ludziom, rodzina zaapelowała, by podczas pogrzebu zamiast kwiatów i wieńców złożyć datki na STORAT. Zebraną kwotę 3800 zł. uzupełniono własnym wkładem i „okrągłą” kwotę przekazano Stowarzyszeniu.

A-s

PS. Konto STORAT, 35-211 Rzeszów, ul. Kamińskiego 3 – 06 1020 4391 0000 6002 0002 6617 – wpłata na rzecz organizacji pożytku publicznego KRS47423.

 


Dodano: 17 września 2008 r.


Pogoda dla Janowa Lubelskiego na dzisiaj

Plan miasta w szczegółach

Zbiór wszelkich informacji turystycznych

Wykaz placówek zdrowia - przychodnie, apteki i inne..

Rozkład jazdy autobusów, busów - wykaz stacji paliw i usług

Opis ścieżek rowerowych w okolicy Janowa Lub.

Obejrzyj nasze fotoreportaże z różnych imprez

 

Wszystkie wydania GJ w wersji elektonicznej

 

Wszystko o gminnej lidze piłki halowej, tabele, wyniki itp.


Strona Ośrodka Sportu i Rekreacji "Zalew"

 

Strona Festiwalu Filmowego FART



Urząd Miejski, ul. Jana Zamoyskiego 59, 23-300 Janów Lubelski,  tel: +48 15 87-24-330, fax: +48 15 87-24-670. e-mail: janowlub_m@woi.lublin.pl

Strona została zoptymalizowana w przeglądarkach: Internet Explorer, Mozilla Firefox oraz Opera, wymagana rozdzielczość obrazu min. 1024 x 768

(C) COPYRIGHT 2007 URZĄD MIEJSKI JANÓW LUBELSKI